• Publikacja niniejszej wypowiedzi pisanej miała nastąpić w okolicach 20 czerwca ale ponieważ musiałem poodychać – co zostanie wyjaśnione sukcesywnie w dalszej części wypowiedzi- więc następuje wtedy kiedy następuje.

    Zaczyna się to wszystko pod koniec  kwietnia – urodzinami Michaliny[MS1] , potem jest pozorna chwila ciszy  – pozorna bo jest zaraz majówka – i już od końcówki  maja mamy tak: urodziny mojej matki i tego samego dnia Oli, niecały tydzień później ale jeszcze w maju Magdalenka ma urodziny a w pierwszych dniach czerwca mój ojciec i Franek, również tego samego dnia wspólnie  uroczyście obchodzą dzień swych narodzin. Od tego momentu jadę już na oparach, finansowych i psychicznych. Finansowych – tego chyba nie muszę tłumaczyć a psychicznych dlatego, że planowanie uroczystości, kolejność występowania poszczególnych imprez, i zarządzanie listami prezentów jest ponad moje siły, oto dlaczego: się okazuje bowiem, że podczas ustalania kolejności występowania imprez, „ten” może tego dnia, ale „ta” akurat tego nie może, ale może dwa dni potem, to może połączmy tą z tamtym, no to wtedy ten, mówi, że niby ok, ale jednak wolałby sam, bo już się umówił na ten dzień ze znajomymi, więc nie łączymy. Wtedy się okazuje, że przecież babcia wtedy ma fizykoterapię i przecież mówiła tyle razy, że nie może. I wszyscy są w kropce, ale sytuację ratuje wspomniany fizykoterapeuta, który, mówił babci w zeszłym miesiącu i przypominał, że akurat tego dnia on nie może. Więc wszyscy są szczęśliwi, że chyba się jednak uda, wtedy ja wchodzę  mówię, tak tylko zacznijcie beze mnie, bo ja mam koncert ale szybko dojadę, na co patrzy na mnie moja żona i mówi: mhm, a gdzie kochanie masz ten koncert?, na co ja patrzę z niedowierzaniem na sklejone kartki kalendarza i mówię: cholera w Rzeszowie… i zaczynamy od początku, bo tamten już i tak się umówił, że pójedzie z taką jedną koleżanką, w zasadzie nie taką fajną, ale już obiecał…. . 15 czerwca następuje koniec tej kołomyi, gdyż tego dnia obchodzę osobiste urodziny. Jest to taki już moment, którego wszyscy mają dosyć w związku z czym jedni wymawiają się chorobami, wizytami u lekarza, które planowali już  cztery lata temu, inni mieli przyjść „ale przecież ty masz urodziny w czerwcu? Jak to, całe życie byłem przekonany, że w lipcu, no cholera, nie mogę, babcia przyjeżdża z Tatarstanu no i sam rozumiesz…” więc otóż ja rozumiem i to nawet całkiem doskonale rozumiem, bo ileż można obchodzić? Każdy budżet ma swoją wyporność a z drugiej strony, ponieważ czasy alkoholizowania się już minęły i to wydaje się bezpowrotnie, to ile alkoholu można przyjąć w ramach prezentów i co z tym paliwem potem robić?, jako rozpałka do grilla używać? Trochę szkoda single malta… . Zatem rozumiem bardzo dobrze i przyjmując na siebie ciężar ludzkich problemów, ze zrozumieniem kiwam głową potakująco, zacierając w duszy ręce, że ten dzień spędzę z Magdalenką i dzieciakami wszystkimi lub bez, no bo wiadomo, różnie się w życiu zdarza, przecież wspominał parę razy, że się umówił z tą koleżanką co to mu nie bardzo się podoba ale… .

    W tym roku jest jeszcze weselej bowiem mój osobisty ojciec obchodzi okrągłe 80 urodziny, kołomyja jest zatem jeszcze większa niż zwykle. Postanowił bowiem, że impreza będzie ogólna, restauracyjno- domowa, czyli , najsampierw świętujemy publicznie w restauracji, żeby potem przemieścić się na podziwianie pokoi do samego księstwa Marynińskiego, czyli siedziby rodowej, czyli do samych trzewi dumnego rodu Słomińskich. Tak też się stało i wszyscy jak przyjechali to od razu padli z wrażenia, łącznie ze mną, a nawet ja padłem pierwszy, co prawda się potknąłem, ale wypadło autentycznie. Po mnie padali następni a jak się już podnieśli, to wypiliśmy kawkę, zjedliśmy torcik, ja zostałem poinstruowany przez moją rodzoną rodzicielkę w jaki sposób mam pokroić tort, w jaki sposób mam używać noża i w ogóle wiele innych instrukcji zostało mi udzielonych , a ja bardzo skwapliwie je wypełniałem, klnąc w duchu, po cichu. Potem moja ukochana żona popełniła błąd. Błąd polegał na podjęciu rękawicy alkoholowej, rzuconej przez mojego ojca. Tenże jest bowiem, pomimo wieku, zawodnikiem ekstraklasy, co ja będę się tu długo uzewnętrzniał, pić to on „umi”, bo jak się ma tyle lat co on i się przeżyło PRL a z drugiej strony się pracowało na statku jako muzyk, to się wie „czym kaczka wodę pije”. No i otóż woda ognista wypita przez moją żonę okazała się ilością wystarczającą do pojawienia się „zespołu nabytego, dnia następnego”, mój ojciec za to następnego dnia – jak twierdzi – wstał, otrzepał się i ruszył do przodu. Niemniej jednak reszta wieczoru upłynęła w atmosferze wzajemnej uprzejmości i zadowolenia.

    W tym roku zatem już mogę oddychać normalnie, i w spokoju wylizywać rany psychiczne i finansowe. Będę je pewnie wylizywał do października, bo jeszcze są wakacje a potem we wrześniu Michalina idzie do szkoły i będą zajęcia różne i w ogóle, a jak się już wyliżę, to będzie koniec października, więc pooddycham pełną piersią jakiś tydzień i zacznę nerwowe przygotowania do świąt. A gdzie tam, dupa, jeszcze przecież halloween. No to sobie nie pooddycham.

    C’est la vie (słychać w tle ciężkie westchnięcia, tak tak w liczbie mnogiej)


     

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij